Sytuacja sprzed kilku dni, gdy nastolatka na mysłowickim Dworcu rzuciła się pod pociąg wstrząsnęła mieszkańcami. Na szczęście dzięki szybkiej akcji ratunkowej dziewczynę udało się uratować. Co powoduje, że młodzi ludzie podejmują tak drastyczne decyzje i jak jako osoby z otoczenia możemy pomóc? Co powinno nas niepokoić?
Skąd biorą się takie historie
Informacje o dramatycznych zdarzeniach z udziałem nastolatków poruszają i rodzą pytanie: czy dało się to zauważyć wcześniej? Specjaliści podkreślają, że młodzi ludzie w kryzysie rzadko „chcą umrzeć”. Najczęściej chcą przestać cierpieć albo przestać być — w ich przekonaniu — ciężarem dla innych. Ten stan wzmaga wrażliwość osób młodych. Aż 8,5% zgonów wśród niepełnoletnich ma przyczynę w targnięciu się na własne życie.
Kryzys suicydalny u nastolatków ma wiele źródeł. To może być długotrwałe poczucie bezsensu, presja szkolna, konflikty w rodzinie, hejt rówieśniczy, ale też lęk przed światem: wojną, kryzysem klimatycznym, przyszłością. Nie zapominajmy też o samotności wzmacnianej przez godziny spędzony ze smartfonem w dłoni.
U części młodych osób pojawia się też myślenie fatalistyczne — przekonanie, że „i tak nic się nie zmieni”. Czasem decyzja dojrzewa latami, a czasem impuls jest związany z jednym wydarzeniem, jak choćby zawód uczuciowy. Wspólnym mianownikiem jest silne, niewyobrażalne cierpienie.
Czy da się rozpoznać kryzys?
To przeżycia wewnętrzne, trudniejsze niż może się wydawać. Nastolatek może skutecznie ukrywać swoje myśli przed dorosłymi. Sygnały często wysyłane są tylko do rówieśników. Do niepokojących objawów należą m.in.:
-
powtarzające się komunikaty o bezsensie życia, pustce, braku nadziei,
-
wycofanie lub przeciwnie — nagła impulsywność i agresja,
-
zainteresowanie tematyką śmierci, umierania, samobójstw,
-
samouszkodzenia (które zwykle są sposobem redukcji napięcia),
-
nagłe „porządkowanie spraw”, rozdawanie rzeczy, żegnanie się,
-
zaskakująca poprawa nastroju po długim okresie cierpienia (czasem oznacza podjęcie decyzji).
Ważne: nie obwiniajmy otoczenia, szczególnie rodziców. Brak rozpoznania nie oznacza braku troski, to często zwykła gonitwa codzienności, własne problemy, zamknięcie się w sobie młodej osoby czy uśmiech na twarzy, który często skrywa depresję.
Czego nie robić
Krzyk, straszenie, kary, moralizowanie („inni mają gorzej”, „weź się w garść”) pogłębiają poczucie niezrozumienia. Tak samo zaprzeczanie uczuciom: „przesadzasz”, „to tylko bunt”. To zamyka rozmowę, tworzy emocjonalny mur, jest ucieczką przed poważną rozmową. Nie ma co bagatelizować problemów, które mogą się okazać poważne i prowadzić do najgorszego.
Jak pomóc naprawdę
Najważniejsze jest danie nadziei przez zrozumienie. Proste, szczere komunikaty: „Widzę, że bardzo cierpisz”, „Jestem tu”, „Chcę ci pomóc” mają ogromną moc. Warto zadawać pytania wprost — także o myśli samobójcze. To nie zwiększa ryzyka, a często przynosi ulgę.
Kolejny krok to pomoc specjalisty — psychologa, psychoterapeuty, psychiatry. Kryzys jednego dziecka zwykle dotyczy całego systemu: rodziny, szkoły, relacji. Z taką sytuacją mieliśmy niedawno do czynienia w Jeleniej Górze, gdzie dziewczynka — niestety skutecznie — targnęła się na własne życie. Dlatego szczera rozmowa bez presji, bezwarunkowe wsparcie, danie możliwości otwarcia się, często może uratować istnienie.
Jeśli obawiasz się o czyjeś bezpieczeństwo
W kryzysowych sytuacjach warto szukać wsparcia natychmiast, najlepiej u profesjonalnych terapeutów, psychologów, psuchiatrów. W Polsce młodzi mogą zadzwonić pod 116 111 (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży), dorośli pod 800 70 2222 (Centrum Wsparcia). W sytuacji zagrożenia życia — 112.
Każdy kryzys jest inny. Nie zawsze potrafimy „naprawić” świat młodego człowieka. Ale możemy zrobić coś fundamentalnego: być obok, słuchać i nie zostawiać go samego z cierpieniem. Czasem to wystarcza, by proces, który wydaje się nieuchronny, udało się zatrzymać. Mam nadzieję, że podobna tragedia jak ta z początku stycznia na Dworcu nie wydarzy się ponownie. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.