Polska ma poważny problem z zasobami wodnymi. Jednego dnia słyszymy o suszy, zniszczonych uprawach, wysychających trawnikach i niskich stanach rzek, a kilka dni później ulewy zalewają ulice i powodują lokalne podtopienia.
Pogodowe szaleństwa
Opadów nie zawsze jest po prostu za mało, raczej często pojawiają się w niewłaściwym czasie i są tak gwałtowne, że kanalizacja nie potrafi ich przyjąć. Przez lata miasta budowano zgodnie z zasadą, że deszczówkę należy jak najszybciej odprowadzić rurami. Jednak nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie.
IMGW zwraca uwagę, że nawet latem, gdy suma opadów jest wysoka, rzeki mogą doświadczać niżówek. Coraz większa część deszczu spada bowiem w postaci krótkich i intensywnych ulew. Nadmiar szybko odpływa, zamiast powoli wsiąkać w ziemię.
Cenne krople
Na mieszkańca Polski przypada przeciętnie około 1600 metrów sześciennych odnawialnych zasobów wodnych rocznie, choć w latach suchych wartość ta może spaść poniżej 1000 metrów. To prawie trzykrotnie mniej niż średnia europejska.
Każdy litr deszczówki wykorzystany do podlewania oznacza litr uzdatnionej wody wodociągowej pozostawiony do celów, do których rzeczywiście jest potrzebna.
Czym jest mikroretencja?
Mikroretencja to zatrzymywanie opadu możliwie blisko miejsca, w którym spadł — w zbiorniku, gruncie, ogrodzie deszczowym, niecce lub pod przepuszczalną nawierzchnią. Deszczówka nie odpływa wtedy od razu do kanalizacji, lecz może zostać później wykorzystana albo stopniowo wsiąkać w ziemię.
Mikroretencja nie powstrzyma suszy meteorologicznej, ale łagodzi jej skutki. Zgromadzony zapas nawilża glebę, wspiera roślinność, ogranicza przegrzewanie otoczenia i częściowo zasila wody podziemne. Dzięki temu ogród, osiedle czy park dłużej radzą sobie podczas bezdeszczowych tygodni.
Jeden milimetr opadu to jeden litr wody na metr kwadratowy. Jeśli w czasie półgodzinnej ulewy spadnie 20 milimetrów deszczu, na dach o powierzchni 100 metrów kwadratowych trafi około 2000 litrów, czyli tyle, ile mieszczą dwa tysiąclitrowe zbiorniki typu mauzer. Zbiornik retencyjny przejmuje część tego opadu i zachowuje go na suche dni.
Mysłowice między suszą a podtopieniami
Mysłowicka dokumentacja klimatyczna wskazuje zarówno na coraz częstsze okresy suche, jak i nasilanie się deszczów nawalnych. Nasze miasto jest więc narażone na suszę i upały, ale także na powodzie oraz lokalne podtopienia, takie jak te występujące w rejonie ulicy Kołłątaja.
Ma to szczególne znaczenie w mieście, gdzie dachy, parkingi, drogi i wybrukowane place ograniczają powierzchnię zdolną przyjąć deszcz. Na szczelnej nawierzchni opad nie ma gdzie wsiąknąć. Przyspiesza, zbiera zanieczyszczenia i spływa do najniżej położonych punktów.
Każda posesja zatrzymująca choć część deszczówki odciąża wspólną kanalizację, zmniejsza gwałtowność spływu i ogranicza przedostawanie się zanieczyszczeń do rzek.
Dofinansowanie dla mieszkańców
Mieszkańcy Mysłowic i całego województwa śląskiego mogą otrzymać wsparcie na takie inwestycje. Program „MIKRORETENCJA” WFOŚiGW w Katowicach przewiduje refundację do 90 procent kosztów kwalifikowanych, maksymalnie 8000 zł.
Dofinansowanie obejmuje zbieranie deszczówki z dachów, chodników i podjazdów, jej magazynowanie, rozsączanie w gruncie oraz ponowne wykorzystanie, na przykład do podlewania ogrodu.
Minimalny koszt kwalifikowany inwestycji wynosi 2000 zł. Łączna pojemność zbiorników musi wynosić co najmniej 2 metry sześcienne, a powierzchnia, z której zbierany jest opad — minimum 50 metrów kwadratowych.
Nabór ma trwać do końca 2027 roku lub do wyczerpania środków. Program dotyczy istniejących domów jednorodzinnych i zakończonych inwestycji. Mieszkaniec najpierw ponosi więc koszty, a następnie występuje o refundację.
Więcej niż niższe rachunki
Wilgotniejsza gleba tworzy lepsze warunki dla drzew, krzewów, owadów i ptaków. Zieleń korzystająca z deszczówki skuteczniej chłodzi otoczenie podczas upałów. Wolniejszy odpływ ogranicza erozję i sprawia, że mniej zanieczyszczeń trafia bezpośrednio do cieków wodnych.
Kwestia skali
Według UN-Water około czterech miliardów ludzi doświadcza dotkliwego niedoboru wody przynajmniej przez jeden miesiąc w roku.
Mikroretencja nie zastąpi ochrony mokradeł, renaturyzacji rzek, rozsądnego planowania przestrzennego ani miejskich inwestycji w kanalizację i zieleń. Jest jednak najprostszym sposobem, by mieszkaniec przestał być wyłącznie odbiorcą skutków zmian klimatu.
Tysiąc instalacji o minimalnej wymaganej pojemności oznaczałoby w Mysłowicach miejsce na dwa miliony litrów deszczówki. Jedna beczka nie uratuje miasta, ale tysiące zbiorników, ogrodów deszczowych, zielonych terenów i przepuszczalnych podjazdów mogą realnie zmienić sposób, w jaki Mysłowice przeżyją następną ulewę i kolejną suszę. Warto więc łapać deszcz. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.