Miasto 15-minutowe brzmi jak modne hasło z prezentacji urbanistów. Paryż, Melbourne, Portland, Singapur, rowery, kawiarnie, zieleń, praca blisko domu i szkoła za rogiem. Łatwo więc wzruszyć ramionami i powiedzieć: „To nie dla nas. Mysłowice są inne”. Mysłowice powinny zbudować własną wersję miasta bliskości.
Wszędzie blisko
Bo miasto 15-minutowe nie polega na tym, że każdy mieszkaniec codzienne sprawy załatwi możliwie blisko, droga do nich powinna być bezpieczna, a dzielnice nie mogą być tylko sypialniami, z których rano trzeba uciekać samochodem. To wygoda i nie marnowanie godzin w korkach.
Mysłowice są miastem wielu centrów
Mysłowice mają coś, czego wiele miast musi się dopiero uczyć — silną dzielnicowość. Centrum, Piosek, Stare Miasto, Brzęczkowice, Brzezinka, Wesoła, Kosztowy, Morgi, Krasowy, Dziećkowice, Janów, Wielka Skotnica czy Bończyk nie są tylko nazwami na mapie. To osobne codzienne światy, z własnymi szkołami, czasem filiami MOK, sklepami, kościołami, przystankami, boiskami, przychodniami, zielonymi terenami, placami zabaw i przyzwyczajeniami mieszkańców.
Ta dzielnicowość nie zawsze została dobrze wykorzystana. Bywa, że mamy szkołę, ale brakuje bezpiecznego dojścia, albo pomysłu wykorzystania jej murów po lekcjach. Mamy przystanek, ale okolica nie zachęca do dojścia pieszo. Widzimy teren zielony, ale bez dobrej trasy rowerowej. Funkcjonuje dom kultury, ale oferta nie zawsze odpowiada seniorom, młodzieży i rodzinom z małymi dziećmi. A centrum miasta? Wciąż zbyt często bardziej się przez nie przejeżdża, niż w nim zostaje.
Miasto 15-minutowe dla Mysłowic nie musi więc oznaczać wielkiej rewolucji, ale porządkowanie codzienności.
Najpierw zróbmy mapę potrzeb
Pierwszy krok wydaje się banalny, ale dla Mysłowic może okazać się przełomowy: trzeba sprawdzić, co mieszkaniec każdej dzielnicy ma w zasięgu 15 minut pieszo, 15 minut rowerem i 15 minut komunikacją publiczną. Osobno dla dziecka, seniora, osoby z niepełnosprawnością, rodzica z wózkiem i osoby bez samochodu.
Taka mapa odpowie na pytania: Czy dziecko może dojść bezpiecznie do szkoły? Czy senior ma blisko do przychodni, apteki i przystanku? Czy młodzież ma gdzie spędzać czas po lekcjach, poza galerią handlową, telefonem i ławką pod blokiem? Czy mieszkaniec południowych dzielnic ma realny dostęp do usług bez samochodu? Czy osiedla są połączone ze sobą wygodnie, czy tylko „jakoś”?
Po takiej diagnozie można mówić o strategicznych inwestycjach, bo miasto bliskości zaczyna się planować od mapy braków.
Sześć mysłowickich filarów miasta bliskości
Dobrą inspiracją może być wielkopolski Pleszew, który swoją wersję miasta 15-minutowego oparł na kilku konkretnych filarach: edukacji, mobilności, mieszkalnictwie, sporcie, kulturze i zdrowiu. W Mysłowicach można przyjąć podobną logikę, ale dopasować ją do naszych lokalnych warunków.
Warto zacząć od edukacji blisko domu, gdzie szkoły i przedszkola będą sercami dzielnic, nie tylko budynkami otwieranymi na czas lekcji. Po godzinach mogą działać tam zajęcia, kluby, spotkania seniorów, warsztaty, konsultacje, lokalne debaty i zajęcia sportowe. Szkoła może przekształcić się w najważniejszą instytucję sąsiedzką, wokół której budują się relacje lokalnej społeczności.
Ważna jest także bezpieczna mobilność. Mysłowice potrzebują programu „15 minut bez strachu”. Chodzi o chodniki, przejścia dla pieszych, dojścia do szkół, ciągłe trasy rowerowe, uspokojenie ruchu na ulicach osiedlowych i lepsze dojścia do przystanków. Nie każda droga musi być wielką inwestycją. Czasem wystarczy przejście naziemne, wyniesione skrzyżowanie, latarnia, stojak rowerowy i chodnik bez dziur. Z pewnością przyda się tu współpraca z Metropolią.
Nie sposób zapomnieć o zdrowiu i usługach społecznych. Jeśli dawne obiekty poprzemysłowe mogą dostawać nowe funkcje społeczne, to trzeba iść w tę stronę. Mysłowice mają przestrzenie, które mogą stać się lokalnymi centrami wsparcia, integracji i usług. Dzielnicowe punkty pomocy, konsultacje, profilaktyka zdrowotna, wsparcie dla osób starszych, którzy nie mają siły jeździć po całym mieście.
Kluczowa jest także zieleń, sport i rekreacja. Parki, skwery, lasy, doliny rzeczne, tereny spacerowe i boiska powinny być spięte w sieć. Nie chodzi tylko o reprezentacyjną Promenadę i Park Zamkowy, ale o codzienną zieleń pod ręką. Mieszkaniec powinien mieć gdzie pójść po pracy, z dzieckiem, z psem, z kijkami, pojechać rowerem albo po prostu odpocząć na ławce.
Znacząca jest także rola kultury w dzielnicach. Miasto 15-minutowe nie może oznaczać, że wszystko, co ciekawe dzieje się tylko w centrum. MOK, biblioteki, szkoły, rady dzielnic, organizacje społeczne i lokalni liderzy mogą tworzyć małe wydarzenia blisko ludzi. Nie każda inicjatywa musi być wielkim festynem. Czasem przyda się cykl spotkań, klub książki, kino sąsiedzkie, warsztat naprawy rzeczy, sprzedaż garażowa albo potańcówka dla seniorów.
I oczywiścuie lokalna gospodarka. Puste lokale, małe sklepy, usługi, gastronomia, rzemiosło i mikrofirmy powinny być elementem polityki miejskiej. Jeśli chcemy, żeby ludzie załatwiali sprawy blisko domu, to w dzielnicach musi być po co wyjść. Miasto może wspierać lokalnych przedsiębiorców przez niższe czynsze, konkursy na lokale, targi dzielnicowe i świąteczne, promocję usług i dobre planowanie przestrzeni.
15 minut dla wszystkich
Koncepcja miasta 15-minutowego miewa ciemniejszą stronę. Jeśli zostanie źle wdrożona, może pomóc poprawić tylko te dzielnice, które już są mocniejsze, ładniejsze i lepiej skomunikowane. Wtedy „bliskość” stanie się luksusem, a nie prawem mieszkańca.
Najpierw warto inwestować tam, gdzie codzienność jest najtrudniejsza: w miejscach z gorszym dojściem do usług, słabszą komunikacją, zaniedbaną przestrzenią, brakiem oferty dla młodzieży i seniorów. Miasto bliskości musi służyć wszystkim mieszkańcom i przeciwdziałać wykluczeniu, szczególnie słabszych — seniorów, niepełnosprawnych, czy dzieci.
Co można zrobić od razu?
Na początku należy przygotować uczciwą „mapę 15 minut” dla każdej dzielnicy z naniesionymi szkołami, przedszkolami, przychodniami, aptekami, sklepami, przystankami, zielenią, kulturą, ścieżkami rowerowymi, usługami społeczne.
Następnie warto uruchomić pilotaż w dwóch albo trzech dzielnicach różnego typu: jednej śródmiejskiej, jednej z blokami z wielkiej płyty i jednej bardziej peryferyjnej, na południu. W każdej z nich mieszkańcy powinni wskazać pięć najważniejszych braków w codziennym życiu.
Koniecznie trzeba stworzyć program bezpiecznych tras do szkół, bo jeśli dziecko nie może bezpiecznie samodzielnie dojść do szkoły, to nie żyjemy w mieście przyjaznym.
Należy też połączyć politykę transportową z usługami. Autobus musi dowieść mieszkańców do przychodni, szkoły, pracy, domu kultury, czy przystanek kolejowy.
Czas też pomyśleć o Mysłowicach jako sieci dzielnic, a nie jako mieście z jednym centrum i resztą „dookoła”. Centrum jest ważne, ale Wesoła, Brzezinka, Morgi, Kosztowy czy Dziećkowice też potrzebują swoich małych centrów codzienności.
Miasto odzyskanego czasu
Największą wartością miasta 15-minutowego nie jest urbanistyczna moda, ale odzyskany czas. Korzyścią może być mniej stania w korkach i wożenia dzieci wszędzie samochodem. Skutkiem mądrego planowania będzie też integracja lokalnych społeczności, zmniejszenia samotności seniorów i częstszego korzystania ze budynków szkół, sklepów, parków, bibliotek i przystanków.
Mysłowice mają szansę stać się miastem codziennej bliskości, w którym każda dzielnica ma swoje minimum dobrze urządzonego miasta. Od czego zacząć? Najlepiej od pytania — czego brakuje ci w kwadrans od domu? Dzięki temu dowiemy się co zrobić, aby Mysłowice były lepszym miastem, a każdy z nas mógł odzyskać trochę czasu.